4m 34sCzas

Koło Łowieckie nr 65 „Kruk” w Warszawie w dniu 6 stycznia 2019 roku zorganizowało polowanie zbiorowe. Polowanie miało miejsce w lasach przylegających do Dęblina, którego mieszkańcy traktują ten las jako miejsce spacerowe. Kuligi, wypady z dziećmi na sanki czy zwykłe spacery to bardzo częsty widok na drogach leśnych. Jest to las przejezdny dla mieszkańców miejscowości Plebanka i innych z gminy Stężyca. Ślady na śniegu wskazują, że odbywane są w tym lesie kuligi. Las jest więc szczególnie podatny na to aby służyć za magazyn wirusa ASF. Roznoszony na butach, oponach, płozach sanek i wszystkim co ma kontakt z zakażonym miejscem staje się generatorem kolejnych zainfekowań świń, które odporności na tą chorobę nie mają. Późnym popołudniem zostaliśmy powiadomieni o „lejącej się z traktora krwi” dzików ubitych na polowaniu a wożonych razem z naganka po całym lesie. Zapadający zmrok nie pozwolił na odwiedzenia z kamera w tym samym dniu i udaliśmy się tam na drugi dzień. Mimo opadów śniegu wyraźne są krwawe ścieżki wyznaczające marszrutę karawanu przewożącego ubitą zwierzynę. Tam gdzie traktor ciągnący przyczepę nawracał krwawych miejsc jest więcej. Odwiedziliśmy także miejsce w którym Koło Łowieckie „Kruk” ma chłodnię do przetrzymywania tusz zwierzyny oczekującej na badania. W pobliżu chłodni znajduje się krwawy plac na którym dokonywane były patroszenia dzików. Wielkie zakrwawione koło od którego prowadzi krwawy ślad wskazujący, którędy wypatroszone dziki ciągnięto w celu umieszczenia chłodni. Wejście do chłodni to jedno wielkie krwawe miejsce. Chłodnia zamknięta ale niezaplombowana. Mający klucz mogą w każdej chwili coś do niej dołożyć lub wyjąć zaopatrując się przy okazji w wirusa ASF, którego przeniosą dalej wioząc go nawet na dalekie odległości. Przypadkowy obserwator tego polowania twierdzi, że patroszenie odbywało się bez podkładów foliowych na gołym gruncie a nieszczelna przyczepa rozlewając farbując przebyty szlak pokonała co najmniej osiem kilometrów przejeżdżając przez miejsca szczególnie uczęszczane i drogami prowadzącymi do zabudowań wiejskich. Jedynie figurka ufundowana przez miejscowych rolników zdaje się wznosić modły aby pośród pięciu upolowanych dzików nie znalazł się ani jeden z wirusem ASF bo przy takiej bioasekuracji wirus ASF pokona nie tylko pobliską Wisłę ale i oceany. Na ten temat chcieliśmy porozmawiać z reprezentującym koło na zewnątrz prezesem Gerardem Gielecińskim, który także był prowadzącym to polowanie. Koło jednak jest tak zakonspirowane, że żadnych danych kontaktowych ustalić nie byliśmy w stanie.